niedziela, 17 lutego 2019

Let me down

Jestem wykończona.
Dzisiaj spotkałam się z moim chłopakiem. Najpierw się pieściliśmy, on doszedł i ja. później oglądaliśmy filmy i zjedliśmy obiad. Znowu pieszczoty, tym razem doszedł tylko on. Ja nie byłam w stanie.
W pewnym sensie jego dojście było dla mnie formalnością. Chciał mnie całować i dotykać, a ja nie chciałam chcieć, więc skupiłam się na jego przyjemności. Chciałam się zatracić. Jedynie w myślach prosiłam, by nie dostrzegł tego bezbrzeżnego smutku na mojej twarzy. W pewnym momencie już na mnie nie zważał, a jego pieszczoty bardziej sprawiały ból, niż przyjemność, co akurat było mi na rękę. Widziałam jak bardzo kocha moje ciało.
Pod koniec rozpłakał się, mówiąc, że w emocjach robi głupie rzeczy i mnie chce, nie zostawi. Pocieszyłam go i to skutecznie. Po raz pierwszy byłam przy nim tak opanowana. Mój smutek był w tyle, a ja byłam łagodna i ciepła. Taka jaką mnie potrzebował. Nie umiem pokazać mu prawdy... nie poradzi sobie z moim smutkiem. To go tylko dobije.
Gdyby ktoś był ciekawy, na walentynki nie dostałam nic, sama zorganizowałam dwa wyjścia dla nas. Tak ma się zaangażowanie. Chociaż dzisiaj dostałam moje dwa ulubione słodkości, kinder bueno i małe czerwone merci. To kochane, że pamiętał, że je lubię.
Kiedy się dystansuje i bardziej gram, to jakoś łatwiej mi znieść te momenty gdy ma mnie gdzieś.
Ale przeraża mnie to, że nie czuję pozytywnych rzeczy. Nie czuję przyjemności z pieszczot, jest z nimi jak z jedzeniem, zaspokajasz potrzebę, bez większego wow, z 'pyk' gdy dojdę. Nie czuję chęci do czegokolwiek, najchętniej bym zniknęła. Wymazała się ze wspomnień i skoczyła z wysokiej skały. Tak, by nikt mnie nie żałował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz