Ostatnie tygodnie były dla mnie niesamowicie intensywne. Nie poradziłam sobie celująco, ale powiedzmy, że mam stabilną sytuacje.
Niestety w innych sprawach nie jest tak stabilnie. Całą sobotę, czego nie przespałam to przepłakałam, na tyle intensywnie, że nabawiłam się odwodnienia i rozbolała mnie od tego głowa.
Zaczęło się od momentu , gdy mój chłopak zaproponował na dzisiaj spotkanie (wczoraj nie mogliśmy, bo źle się czuł) zapytał się co bym chciała porobić, "jakiś film albo coś...?", odbiłam piłeczkę, co on by chciał dodając "może i mi coś wpadnie w oko". On wymienił kilka programów, którymi chciałby nauczyć się posługiwać (niestety komputery to dla mnie czarna magia), zagrać w horizona (taka gra, której żadne z nas nie ma), schudnąć, coś napisać jakiś "sakramencki " tekst, zaruchać i i zjeść coś słodkiego.
Nie wiem czy nie zrozumiał kontekstu czy naprawdę tak myśli.... bo z wymienionych pozycji mogę mu jedynie zapewnić seks i coś słodkiego. Bardzo mnie to zraniło. Z chęcią bym się z nim czegoś pouczyła np do szkoły albo z gotowania, zrobiła coś wspólnie, chociażby planszówki. Nie wymienił ani jednej rzeczy oprócz seksu, która by dotyczyła naszej dwójki. A znamy się od dwóch lat, więc raczej dobrze mnie zna.
Cóż, wymienił co by chciał, ale nie byłam na liście.
I niech nikt nie pisze, że powinnam napisać co ja chcę. Nie jestem typem, który forsuje swoje potrzeby. Głównie dlatego, że czuję się winna, jakbym zmusiła tą osobę do tego...
Dużo mówi, że mnie kocha, że mnie chce itd. Ale zupełnie tego nie czuję... Nic nie sprawdza się w jego zachowaniu. Puste słowa. Gorzej jest od pół roku, a dużo gorzej od stycznia. Gdy przyjdzie co do czego to idę w odstawkę.
Na przykład gdy byłam na wyrywaniu zębów, bardzo bałam się tego zabiegu i późniejszej kuracji. Od zabiegu do zdjęcia szwów minęło ok 1,5 tyg. Raz w listopadzie raz w styczniu. Ani razu nie było go przy mnie, mimo, że powiedziałam, że bardzo się boję i chciałabym żeby był przy mnie. Mieszka w sumie 2h komunikacją i 30 min autem ode mnie. zabiegi były wyznaczane miesiąc wcześniej.
Nie umiem być sama, bardzo potrzebuję jakiejś wspólnoty, intymnej relacji z drugim człowiekiem, ale w takich momentach czuję się koszmarnie. Samotna i opuszczona. Nie jestem słaba, na obu zabiegach byłam całkiem sama i mimo, że na pierwszym drżałam ze strachu to nie dałam po sobie poznać. Przeżyłam.
Jednak zastanawiam się czy ten związek ma sens. Nie zerwę, jak wspomniałam nie umiem być sama, ale to bardzo boli, bo staram się jak mogę, ale nic nie zdziałam bez drugiej osoby...
Cóż mam nadzieję, że przynajmniej moja niespodzianka na walentynko-rocznicę mu się spodoba. Być może to ostatnia nasza rocznica... Muszę to jeszcze głębiej przemyśleć. Dwa tygodnie na taką decyzję to za mało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz