środa, 27 marca 2019

Kim jestem by kogokolwiek oceniać?

Dłuższy czas nie pisałam...
Spotkałam się z moim teraz już byłym chłopakiem. Chciałam się z nim jedynie zobaczyć. Mam ochotę płakać, w sumie to już to robię. Jego aura się zmieniła. Jest ciemniejsza, czystsza i zimniejsza. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, zrywając. Chociaż wiem, że gdyby tak się nie stało to zamęczylibyśmy siebie nawzajem.
Pod koniec spotkania naprawdę, bolało mnie serce. Moje uczucia jeszcze przez jakiś czas pozostaną niezmienne. Nie powinnam się z nim kontaktować, ani szukać wymówki, żeby się spotkać.... Tylko bardziej się zranie, a i jemu to nie na rękę.
Nie mam nikogo. Świadomość, że nie mam bezpiecznej przystani roztrzaskuje mnie w drobny mak. Samotność jest bolesna. Ale najwidoczniej sobie zasłużyłam. Jeżeli znowu spróbuję to dostanę nożem w plecy, albo obuchem w brzuch. Kolejny i kolejny raz, aż w końcu przestanę być ufna.
Nie chce więcej ludzi. Nikt nie jest szczery, ani jasny. Ponad to sama jestem frajerem, który nie przebije się w tym tłumie.
Najgorsze jest to, że ten pesymizm połączony z rezonowaniem z innymi ludźmi jest mieszanką wybuchową, która rozdziera mnie od środka.
Zawsze staram się być modelową osobą, kulturalną, miłą, błyskotliwą, poprawną i schematyczną. Taką jaką chcieliby mnie rodzice i inni. A języka w gębie zapominam gdy podchodzi kelnerka, albo ktoś na ulicy, pytając o drogę. Nie umiem rozmawiać z rówieśnikami, to strasznie męczące. Nie wiem czemu dokładnie.
To wszystko jest posrane. Gdybym tylko miała na ciele guzik "wyłącz bezboleśnie", już od 2,5 roku by mnie tu nie było...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz